Perspektywa rekrutera,  Rozwój zawodowy

Dziewczyno, aplikuj!

Photo by Larisa Birta on Unsplash

  

Pracuję dla dużego pracodawcy, do którego aplikują dziesiątki tysięcy osób. W zależności od stanowisk, na niektóre oferty pracy zgłasza się więcej kobiet, na inne mniej. I od lat obserwuję sytuację, która powoduje u mnie niezgodę na obecny stan rzeczy. Brak spełnienia kluczowych dla stanowiska wymagań wcale nie osłabia chęci aplikowania panów, a panie, które aplikują na konkretne oferty pracy niemal wszystkie bez wyjątku spełniają ponad 90% wymagań na stanowisko. W trakcie rozmów telefonicznych panowie prezentują głównie pewność siebie, panie – skupienie na potwierdzeniu ich kompetencji i możliwości zakwalifikowania się do kolejnego etapu rozmów. Panowie mówią wprost o swoich motywacjach, panie obawiają się jak ich motywacje mogą zostać odebrane przez rozmówców.

Patrząc na aplikacje kandydatów widzę też rozdźwięk w ich oczekiwaniach finansowych. Według różnych badań dostępnych w sieci, panie aplikujące na te same specjalistyczne stanowiska co panowie już na wejściu oczekują niższego wynagrodzenia, często w przedziałach od 15% do nawet 30% mniejszych. I to jest szokujące.

Argumentacje kandydatek zasłyszane z mojej praktyki: a bo może budżet jest niski, więc akurat się wpasuję i mnie wybiorą. W sumie nie potrzebuję tak dużo zarabiać, to co mam mi wystarcza. Na pewno jest duża konkurencja. Wolę pracę bez presji i stresu za mniejsze pieniądze. Jak podam tyle co chcę, na pewno mnie nie wybiorą. Ważny jest dla mnie rozwój, więc mogę nawet robić coś innego za tyle samo co mam, żeby móc to wpisać w CV. Praca jest blisko domu albo na tyle elastyczna, że mogę podzielić swój czas na odprowadzanie dziecka do przedszkola czy ogarniania szkoły zdalnej. To jest najważniejsze – elastyczność dla mnie i dla mojej rodziny. Jak będę dobra, to mnie wybiorą (i w domyśle: docenią finansowo).

Argumentacje kandydatów: jeśli nie ma auta służbowego, to moje minimum jest 30% wyższe niż obecna pensja. To moje realne koszty zmiany pracy. Jeśli jest auto służbowe, mogę zgodzić się na 15-20% wyższą pensję. Wiem, że w pandemii auto powoli odchodzi do lamusa, ale to jest potwierdzenie statusu. A jaki jest model telefonu, a jaki jest model samochodu, a czy mogę pracować 100% zdalnie, a czy dofinansowujecie studia wyższe lub języki? Jaka jest ścieżka kariery, co muszę zrobić, żeby awansować i dostawać podwyżkę pensji? Jak często jest podwyżka pensji? Jaki zespół dostanę? Jeśli cele są tak ambitne, muszą za tym iść większe pieniądze na wynagrodzenie, chyba to Pani rozumie.  A może zamiast umowy o pracę jest opcja kontraktu b2b? Jakie będą roczne zarobki z premią? W jaki sposób obliczana jest premia? Muszę się zabezpieczyć na sytuację, w której praca mi nie podpasuje, może mi podziękujecie za 3 miesiące? Zmienia się moja sytuacja rodzinna, muszę wziąć większy kredyt na mieszkanie, potrzebuję adekwatnego wynagrodzenia za moją pracę i w tej chwili nie jestem otwarty na negocjacje.

Widzisz różnice?

Oczywiście, to argumenty grubej kreski. Znam wielu kandydatów cieszących się z tego, co dostaną, otwartych na negocjacje finansowe i równie liczną grupę kandydatek, które są tak pewne swoich kompetencji, że nie ma pola do jakichkolwiek ustępstw. Akceptujesz = masz mnie na pokładzie, nie akceptujesz = znajdzie się ktoś inny, kto da mi tę pracę. To dobrze się różnić. Każdy ma prawo iść swoją ścieżką zawodową.

Do kandydatek mam jednak apel:

  1. Aplikuj na wszystkie oferty pracy, które Cię ciekawią, nawet jeśli spełniasz 50% wymagań podanych w ogłoszeniu. Może się okazać, że wszyscy zainteresowani spełniają tyle wymagań, pracodawca więc będzie musiał na nowo zastanowić się nad wymaganiami i kompetencjami, jakich obecnie poszukuje. Aplikując, dajesz sobie szansę.
  2. Unikaj długich ogłoszeń rekrutacyjnych. Im więcej punktów w zadaniach, tym trudniej określić kogo oni właściwie poszukują. Wybieraj te oferty pracy, które napisane są czystym i klarownym językiem. Skontaktuj się z rekruterem, jeśli masz jakieś wątpliwości przed aplikowaniem.
  3. Przymierz się do rozmowy o wymaganiach. Pomyśl, które sytuacje z Twojego doświadczenia zawodowego mogą zostać uwzględnione w danym przypadku. Jeśli Ci ich brakuje, zastanów się hipotetycznie jak byś wykonała daną pracę. Stwórz własny plan na to, nawet jeśli zawiera błędy.
  4. Staraj się brać udział w rekrutacjach kilka razy w roku. Rozbuduj swoją sieć LinkedIn i odpowiadaj na zaproszenia od rekruterów. Wykształć w sobie nawyk mówienia o swojej pracy i doświadczeniach. Dobrze nabyć takich doświadczeń w trakcie rozmów rekrutacyjnych. 
  5. Nie zrażaj się kilkoma etapami rekrutacji. Z mojego doświadczenia wynika, że to raczej kobiety rezygnują z udziału w rekrutacji, kiedy trzeba udowodnić ich kompetencje w ramach business case. Mężczyźni zwykle odbierają to jako sprawdzian dla swoich umiejętności i świetnie się w tym odnajdują. Kto w tej sytuacji daje sobie więcej szans?
  6. Komunikuj wprost swoje motywacje i potrzeby. Mów wprost, z czego wynika chęć zmiany i co się z nią wiąże. Nie bój się, że zostaniesz oceniona jako roszczeniowa, pazerna, bezczelna, pewna siebie, karierowiczka… naprawdę? Wszystkie te łatki czas już pożegnać. One Cię nie budują. One Ciebie niszczą.
  7. Powiedz, że oczekujesz informacji zwrotnej. Zanotuj sobie wnioski z tej rozmowy i za jakiś czas próbuj ponownie. To może być ta sama rola, ta sama firma, ale Ty już będziesz inna, bogatsza o wcześniejsze doświadczenie.

Wiem, że to nie jest łatwe. Takie podejście wymaga bardzo dużej pewności siebie. Gotowości do zaryzykowania. Zwłaszcza teraz, w pandemii wydaje się to bardzo ryzykownym działaniem. Bo lepiej mieć tę pracę niż walczyć o niepewną inną. Ale… pandemia trwa już rok, możliwe, że potrwa drugie tyle. Czy będziesz czekać 2 lata, aż będziesz gotowa na zmianę? A co, jeśli za 2 lata staniesz w konkurs z osobami, które wykorzystały pandemię do treningu rozmów, aplikowania, dawania sobie szans? A co, jeśli za 2 lata nadal nic się nie zmieni i będziemy żyć w jeszcze większej niepewności? Kiedy będzie moment, w którym będziesz gotowa?

Możliwe, że zachęcam do takiego podejścia, bo sama zawsze aplikowałam na role, których wcześniej nie robiłam. Byłam pewna, że będę mogła udowodnić, że sprawdzę się w danych zadaniach, bazując na dotychczasowym doświadczeniu. Dlatego wiem, że warto dawać sobie szanse.

Sama też parę razy powiedziałam w życiu: „wezmę tyle, ile możesz mi teraz dać. To nie oznacza, że nie mam apetytu na więcej. Ale wiem, że na więcej będę mogła zapracować dzięki szansie, jaką teraz mi dajesz”. Bywał czas, kiedy mówiłam: „zrozumiem, jeśli nie możesz płacić więcej. Wiedz, że jeśli będę potrzebowała większych zarobków, prawdopodobnie ich poszukam. Na razie jednak chcę tu być i rozwijać swoje doświadczenie, bo dostaję coś innego”. Uważałam, że jest to komunikat bardzo wprost, który powodował, że byłam traktowana po partnersku. Tego chciałam. 

Marzę o świecie, w którym wybieramy i zdobywamy pracę dobrą dla siebie. W której nie musimy przełamywać schematów, w jakich zostałyśmy jako dziewczyny wychowane. To trudna praca, która nie dotyczy tylko zmiany pracy. Wymaga otwartej głowy, grupy wsparcia i mądrych partnerów po drugiej stronie rekrutacji. I takiej mieszanki gotowości na zmianę, odwagi i pewności siebie życzę Ci tej wiosny. Dawaj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *