Perspektywa rekrutera

Skąd tylu młodych rekruterów?

Miałam 25 lat, kiedy dostałam pracę researchera w firmie doradztwa personalnego. Była to moja pierwsza praca w HR. Moim zadaniem było pozyskiwać informacje o potencjalnych kandydatach w konkretnych firmach i przedstawiać im kontroferty pracy. Wyobraź to sobie: mam dwadzieścia parę lat i dzwonię do Ciebie z propozycją nowej pracy. Ty właściwie nie masz potrzeby zmieniać pracy, ale zgadzasz się ze mną porozmawiać przez 5 minut, powiedzmy w porze lunchowej. Im dłużej trwa rozmowa tym wyraźniej słyszysz, że rozmawiasz z kimś, kto nie ma zielonego pojęcia o Twojej pracy. Czy takiej osobie warto przesłać swoje CV? No właśnie.

Oczywiście, że przygotowywałam się do każdej z rozmów z kandydatem. Sprzedawałam przecież  ofertę pracy w ciemno (no bo skąd wiadomo, że kandydat się do niej nada?), a żeby to robić, musiałam być dobrze przygotowana. Wiedziałam więc, jak powstają elektrownie wiatrowe, ilu jest w Polsce producentów osłonek do wędlin i co różni product managera w Pharmie od category managera w FMCG. To ułatwiało nawiązywanie pierwszego kontaktu i miałam potem wielu wdzięcznych rozmówców o różnych porach dnia. Niemniej byli też tacy, którzy okazywali zażenowanie, że muszą tłumaczyć swój profil zawodowy komuś, kto jest w wieku ich dzieci. I ja to rozumiałam.

Bo różnica w rozmowie z doświadczonym rekruterem a świeżakiem w branży HR bywa spora. Ktoś, kto wielokrotnie rozmawiał z kandydatami w danej branży potrafi zadać dwa pytania w całej rozmowie, by zdobyć potrzebne informacje. Osoba, która robi to na początku swojej drogi zawodowej często ma pytania spisane na kartce. Nie chcę oceniać czy to źle czy dobrze, chodzi o tę różnicę. Ale czy to, że zwykle w formie pierwszego kontaktu dzwoni lub pisze rekruter-młodziak jest spowodowane tym, że nie mamy na rynku doświadczonych rekruterów?

I tak i nie.

Ludzie, którzy zaczynali pracę w doradztwie personalnym w Polsce dziś są po 40-tce, 50-tce, a nierzadko po 60-tce. Mają więc wieloletnie doświadczenie w ocenie kandydatów i dopasowywania ich do potrzeb swoich klientów. Wyspecjalizowali się często w projektach typu executive search, czyli rekrutacji na wysokie stanowiska. Żyją z tego, że rozmawiają z wąskim, ale bardzo trafionym gronem kandydatów. Pochodzą oni zwykle ze specjalnie tworzonej na potrzeby konkretnej rekrutacji listy kontaktów, tzw. long listy. A stworzenie tej listy to zadanie dla początkujących adeptów branży HR. Dlaczego? Bo jest to stosunkowo prosta praca, łatwa do opanowania w kilka tygodni, choć mocno czasochłonna. Ale właściwie każdy może to robić. Żeby jednak dokonać merytorycznej oceny kandydata i zadbać o jego dopasowanie do konkretnej oferty pracy, trzeba mieć już inne umiejętności. Z reguły ma je rekruter z większym doświadczeniem i wypracowanym warsztatem fachowca. Może się więc okazać, że świeżak-rekruter spotkany na Twojej drodze zawodowej ma za zadanie zaprosić Cię do udziału w projekcie prowadzonym przez seniora. 

Obserwuję jednak, że staż pracy rekrutera powoli traci na znaczeniu, mimo, że dotąd przekładał się na doświadczenie. Znam wielu świetnych rekruterów z zaledwie kilkuletnim stażem, ale zdarzyło mi się też spotkać słabych z wieloletnim doświadczeniem w rekrutacji. Niejednokrotnie ktoś, kto ma talent do rekrutacji, już po kilku miesiącach pracy w danym obszarze zyskuje biegłość w swoim fachu. Skąd to tempo? Moim zdaniem wszystko zależy od osobistych kompetencji i tego, w jaki sposób i w jakim celu wykonuje się tę pracę. Zależy też od tego, w jakim środowisku się rekrutuje. No bo jeśli ktoś rekrutuje miesięcznie 10 osób, ma inny warsztat doświadczeń niż rekruter, który zatrudnia w tym czasie 1 kandydata. A jeśli rekruter ma wiele różnorodnych projektów, szybko staje się interdyscyplinarny, co buduje też jego stabilną pozycję na rynku pracy. I uwierz mi, zupełnie inaczej rozmawia się z takim człowiekiem. 

Niektórzy nie mogą się opędzić od rekruterów. Zwykle jednak, jeśli nie jesteś super rozchwytywanym fachowcem, rekruter dzwoni do Ciebie rzadko. Ale kiedy już zadzwoni lub napisze maila, daj mu i sobie szansę. Z jakiegoś powodu jesteś na jego liście. Sprawdź więc, co ma do zaproponowania. Może będzie z tego wartościowy kontakt na lata, a może zbierzesz anegdotę na spotkania ze znajomymi typu: „jak nie powinno się rozmawiać z kandydatem”. Nic nie tracisz. Oprócz tych kilku minut na rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *